Znak LBanerZnak P
Pasek

Menu

Modelarstwo

Gotowe kolekcje

Warsztat

Historia

Kontakt

Linki


Świadkowie. Zapomniane głosy. Pierwsza wojna światowa.

logo

„Ypres. Nasz sektor na północ od Armentiers przerwał ogień. Można sobie łatwo wyobrazić, w jakim stanie były latryny. Nie dało się spać, każda minuta ciągnęła się jak godzina. Ciał poległych leżały na polu walki. Deszcz nie ustawał. Nasze okopy miały głębokość około dwóch metrów, a poziom wód gruntowych był pół metra niżej. Brodziliśmy w marglu lub żółtej, wodnistej, gliniastej mazi. Kiedy nastał wieczór i mogliśmy już wydostać się na zewnątrz, zajęło nam to około godziny. Niektórym osuwała się stopa, wpadali do wody i topili się. Nie było ich widać, ale potem wyczuwaliśmy pod nogami ich ciała.”

„Zima 1914 była wyjątkowo ciężka, bo brakowało jakichkolwiek udogodnień. Były tylko rowy, to, co nazywano okopami, to były pełne wody rowy. Często tkwiliśmy po kolana w lodowatym błocie i nie można było nic zrobić, tylko tkwić dalej.”

IWS„Po ataku gazowym twarze ich poczerniały i zataczali się, trzymając kurczowo za szyję. Sierżant korpusu medycznego powiedział: Spójrz na tych biedaków, nic już dla nich nie możemy zrobić. Nie widziałem wcześniej u nikogo takiego przygnębienia i smutku jak wtedy u niego.”

„W tym momencie gaz dotarł już do nas, a my nie mieliśmy żadnej ochrony oprócz własnej pomysłowości. Nie było wtedy gotowych masek gazowych żadnego rodzaju – nawet z kawałka materiału. Wiedzieliśmy tylko, że jedynym sposobem ochrony było obsikać chusteczkę lub czapkę z miękkiego materiału i zakryć ta maseczką usta. Nabraliśmy wiec dużo powietrza, po czym zastosowaliśmy tą metodę, nie przerywając strzelania. Trwało to przez jakiś czas, a gaz wciąż wpełzał w głąb naszego okopu.”

IWS„Strzelał ze swojego karabinu bez ustanku, a był sam, bo obu jego towarzyszy zabił wcześniej gaz. Strzelał tak zapamiętale, że musieli go potem dosłownie odrywać od broni. Żył jeszcze trzy dni, po czym zmarł z powodu zatrucia gazem. Za to, czego dokonał, przyznano mu pośmiertnie Krzyż Wiktorii.”

„Nagle rozległy się strzały i zostaliśmy postawieni w stan gotowości. Ustawiliśmy się w dwóch kolumnach, po obu stronach drogi. Ale kiedy tylko wyszliśmy na przedmieścia St-Julien, w naszą stronę poleciał grad pocisków. Kiedy rozejrzałem się dokoła, naliczyłem, że żywych pozostało 32 ludzi - z całej kompanii liczącej 227 żołnierzy. Ocaliliśmy życie, ponieważ udało nam się szybko schronić w przydrożnych rowach.”

IWS„Potem zobaczyliśmy zbliżających się do nas żuawów francuskich. Mieli na sobie niebieskie kurtki i czerwone spodnie oraz czapki. [..] Zastanawialiśmy się, co im się stało, ponieważ szli, dziwnie się zataczając. Z początku bardzo się zaniepokoiliśmy, potem próbowaliśmy ich zatrzymać, ale nam się nie udało. Uciekali przed Niemcami. Później otrzymaliśmy rozkaz, żeby ich zastrzelić, co zrobiliśmy. Po prostu odwróciliśmy się i strzelaliśmy, kiedy oni uciekali.”

„Zza chmury gazu widzieliśmy masę Niemców. Ich szare mundury stapiały się z otoczeniem. A my staliśmy bezradni z karabinami Rossa, które wciąż się zacinały.”

IWS„Wchłonięcie gazu powodowało, że w płucach tworzyła się jakby płynna piana, która uniemożliwiała oddychanie. Wielu ludzi umierało dość szybko, inni dołączali do nich nieco później – tak jakby topili się w tej cholernej panie. Zaczęło się o piątej i już wkrótce z 250 żołnierzy pozostało zaledwie 40.”

„Oczywiście, były też szczury. Nie zabijaliśmy ich, bo rozkładałyby się, a to byłoby o wiele gorsze niż pozostawienie ich przy życiu. Sądzę, że żywiły się ludzkim mięsem, że kryły się wśród trupów, ponieważ były wielkie jak koty. Nie przesadzam – niektóre były ogromne, wielkości zwykłych domowych kotów, przerażająco wielkie.”

„Doszedłem do zakrętu, za którym otwierała się nisza pełna martwych niemieckich żołnierzy. O dziwo, nie wyglądali ani trochę strasznie. Leżeli tam dobre sześć tygodni, więc warunki atmosferyczne, szczury i robaki zdążyły zrobić swoje. Były to więc błyszczące szkielety w mundurach – wysuszone ścięgna oplatały kości, utrzymując je w odpowiednim ułożeniu wobec siebie.”

„Szczury! Niech je licho! Można by je zaprząc do wozu i dałyby radę porozwozić mleko w okolicy – takie były wielki, słowo daję! Prawie codziennie cholerstwo wyłaziło, stawało na tylnych łapach i coś gryzło. Ja wtedy namierzałem drania i strzelałem. Bang! O jednego mniej.”

„Potem brytyjskie oddziały wyszły z okopów.. obsługujący karabiny maszynowe wyczołgali się ze schronów – z czerwonymi oczami, brudni, pokryci krwią zabitych kolegów – i otworzyli potężny ogień.”

IWS„Francuzi [..] z okazałymi brodami, mieli płaszcze z połami zakładanymi na boki i zapinanymi z tyłu. Dzięki temu od pasa w dół byli zupełnie swobodni. Błoto pokrywało ich spodnie i buty i nie hamowało ruchów.”

„Nieśliśmy również naboje, amunicję do dział maszynowych i moździerzy okopowych, a to wszystko było bardzo nieporęczne. Transportowaliśmy też wielkie zwały worków na piasek, stosy drewnianych desek i belek, gotowe schodnie i - to było najgorsze - zwoje drutu kolczastego. To było prawdziwe przekleństwo, bo jeden zwój ważył 25 kg i przenosiło się go na kiju, którego końce opierały się o barki dwóch żołnierzy. Na miejscu okazywało się często, że drut posiekał skórę dłoni na miazgę.”

„Z okopów jedynie, co było widać z tunelu, to obramowane drewnem wejście wysokie o bokach 1,2 m na 60 cm. Potem były schody, które biegły 100 m w dół, a dalej pomieszczenie o pow. 2,5 m2. Na jego środku wyrastał szyb o dł. Około 6 m z drewnianym kołowrotkiem i sznurem. U jego podstawy znajdowało się następne wejście, skierowane w stronę linii niemieckich – to było wejście do tunelu. Tunele stanowiły przedłużenie chodnika obudowanego drewnem, który biegł w prostej linii pod niemiecka linia okopów.”

„Przeprowadzające atak oddziały Dywizji 32 i 8 opuściły okopy i ruszyły przed siebie, trzymając się w odległości 150 m od prowadzącego ostrzał czoła natarcia, które posuwało się w kierunku linii wroga stopniowo, przystając co 100 m. Po dotarciu do niemieckich okopów pierwszej linii żołnierze skoczyli w dół i rozpoczęli walkę wręcz. [..] Bateria która znajdowała się w pobliżu mojego stanowiska obserwacyjnego, pędem pognała na ziemię niczyją, aby ogniem osłaniać nacierającą piechotę.”

„W okolicach Thiepval przejęliśmy okop niemiecki. Był upał, koniec lata, a okop pełen poległych. Ciała leżały tam już jakiś czas. Niektórych pocisk trafił na schodach tych ich schronów, głębokich na 90m. Inni leżeli na dnie okopu. Widzieliśmy wcześniej trupy, ale nigdy czegoś takiego. Ciała przybrały różne kolory od sinoszarego po zieleń i czerń. Były wzdęte tak to już jest, że po jakimś czasie ciało rozrywają gazy.”

IWS„Zacząłem czołgać się w kierunku naszej linii. Nigdy jeszcze nie widziałem tylu zmarłych leżących jeden na drugim.”

„Widziałem skutki min. Widziałem lej po wysadzeniu miasteczka La Boisselle. Przeraziło mnie to, bo był przecież ogromny jak katedra.”

„Wieczorem ruszyliśmy w stronę lasu. Nie było ani jednego drzewa same pniaki albo urwane korony, albo wielka plątanina gałęzi i drutu kolczastego. Wszędzie trupy Niemców i naszych.”

„Niemcy przeżyli szczere i absolutne zdumienie, widząc, że jesteśmy w stanie wyprodukować coś takiego jak czołg. Nad Sommą tak bardzo ich to zdruzgotało, że tam, gdzie czołgi się pojawiły, nie byli w stanie stawić żadnego oporu. Popełniliśmy błąd, nie biorąc pod uwagę takiej reakcji nieprzyjaciela. Powinna być przy nas kawaleria, która kontynuowałaby natarcie i zmiotła wszystko z powierzchni ziemi.”

„Z początku uważaliśmy, że to wspaniały wynalazek, później jednak nasz zachwyt osłabł, gdy stalowy potwór zdechł, zanim dotarł do niemieckiej pierwszej linii. Podczas ćwiczeń wszystko działało bez zarzutu, grunt był w porządku w okolicach lasu [..] dlaczego zepsuł się wtedy, nie mam pojęcia. Może gąsienice już się do tego czasu przetarły.”

„Byłem zaskoczony, kiedy przyznano mi Krzyż Wiktorii, bo po prostu zrobiłem, co do mnie należało. Nigdy nie sądziłem, że było w tym coś nadzwyczajnego. Bardziej bałem się, kiedy na samym początku siedziałem w okopie i czekałem, aż coś się zacznie dziać. A kiedy już jesteś w środku tego wszystkiego, kiedy wiesz, że odpowiadasz za grupę ludzi, to pamiętasz, jak wciąż ci powtarzano, że masz zawsze świecić przykładem. Więc strach ustępuje miejsca trosce o innych.”

„Podczas bitwy nad Sommą regularnie obserwowałem teren. [..] Często trzeba było brnąć w błocie po kolana, a nieraz i po pas, co zajmowało bardzo dużo czasu, bo nie było o co oprzeć stóp.”

„Wyskoczyliśmy z okopów i w tym momencie nie czuliśmy już przerażenia ani napięcia. Nie słuchasz, ale słyszysz. Nie patrzysz, ale widzisz. Nos wypełnia ci dym i odór śmierci, usta poznają smaki, jakich jeszcze nie doświadczyły. Zrastasz się z bronią w jeden organizm, opada z ciebie cienka pozłota ludzkiej cywilizacji. Jesteś tylko częścią szyku, wypluwasz z siebie pocisk za pociskiem.”

„Nie wolno było poruszać się bez hełmu i bez maski przeciwgazowej, którą nosiło się zawieszona na piersi. Maski pojawiły się w 1916r, równocześnie z karabinami maszynowymi Lewis, trzeba było je nosić przez cały ten czas.”

IWS„Rzecz polega na tym, ze każdemu żołnierzowi, którego wysłano do Francji, odczytywano regulamin. Każdy z nas miał za zadanie walczyć. Za niewykonanie rozkazu oficera można było dostać wyrok śmierci. Wiedzieliśmy o tym i byliśmy świadomi konsekwencji swoich czynów.”

„Amunicję, [..] trzeba było dowozić drogami pokrytymi grubą, czasem sięgającą aż do kolan, warstwą oślizgłego, żółtobrunatnego błota. Konie brzuchami ślizgały się w tej mazi, a pozostawione na noc między wozami, często grzęzły w gęstym mule. Musieliśmy wiele z nich dobić.”

„Na szczęście dwa czy trzy pociski nie wybuchły. Zabrałem jeden z nich do punktu badań chemicznych. Nasz najlepszy chemik potrzebował kilku tygodni, zanim odkrył, co to za nowa substancja. [..] Miał delikatny zapach, więc żołnierze nie byli w stanie zorientować się, że został użyty, aż było za późno. Łzawiły im oczy, a jeśli dostał się na podeszwy butów, przepalał je i parzył im stopy. Jeśli weszli w takich butach na kwaterę lub do schronu, gaz ulatniał się i wszyscy umierali podczas snu.”

„Wewnątrz czołgu robiło się coraz goręcej, jedyny system wentylacyjny przeznaczono dla silnika, nie dla załogi. Świat oglądany przez stalowy peryskop wydawał się półprzeźroczysty i przesycony dziwną poświatą. Wewnątrz czołgu panowały egipskie ciemności, było parno i wilgotno. Panował tak wielki hałas, że można było porozumiewać się jedynie za pomocą gestów. Mój czołg nie ruszył, dopóki silnik się nie nagrzał, ale jak się już nagrzał i nie był wygaszony dalej jechał bez problemów. [..] Wybuch każdego pocisku odczuwaliśmy wewnątrz czołgu, [..] drgania przenikały nas na wskroś, a pocisk wybuchający pomiędzy gąsienicami wydawał się unosić cały pojazd nad ziemią. Ostrzał z karabinów maszynowych dało się bardzo łatwo rozpoznać, bo przypominał ziarenka groszku tłukące o blaszaną puszkę.”

„Później ulepszono Maximy, które chłodzono wodą, a Lewisy chłodzone były powietrzem. Po wystrzeleniu dwóch magazynków karabin nagrzewał się do tego stopnia, że nie dało się go utrzymać w ręce. [..] ochłodzenie nagrzanej broni zajmowało kilka minut.”

„Przed bunkrem znajdował się ogromny lej po pocisku wypełniony wodą. [..] W wodzie pływał już od dłuższego czasu trup Niemca. W zależności od warunków atmosferycznych jednego dnia zanurzał się pod wodą, a innego unosił na jej powierzchni.”

„Błoto. Wszędzie było błoto w okopach, przed okopami, za okopami. Każdy lej po pocisku wypełniała brudna , cuchnąca maź.”

IWS„Z Ypres można było wydostać się jedynie wyłożoną deskami drogą, szeroką na 5-6 metrów. Służyła ona do transportu broni i amunicji. Pokrywała ją gruba warstwa błota, w którym grzęzły działa. Pewnego razu około stu żołnierzy próbowało je ruszyć z miejsca, ale ani drgnęła.”

„Problemy ze stopami powodował ciągły kontakt z błotem, którym przesiąkały buty. W wielu przypadkach palce u stop po prostu zaczynały gnić. Straciliśmy w ten sposób więcej ludzi niż z powodu ran czy czegokolwiek innego.”/p>

„Szczury wykradały nam w nocy jedzenie. Potrafiły przegryźć każde opakowanie, chyba że było metalowe. Dał im radę dopiero atak gazowy. Rano wszędzie z trudem pełzały tysiące szczurów.”

„Niemcy zaatakowali o świcie i podeszli naszych niezauważeni, ubrani na biało i z bronią pomalowaną na biało stapiali się z leżącym wokół śniegiem.”

„Zauważyłem przede wszystkim bardzo gęstą mgłę, ale nie tak gęstą, abym nie dostrzegał licznych, niestety, wybuchów w głębi frontu. Widać było punkciki ognia, a w powietrzu w regularnych odstępach wzbijały się brzozy.”

„Jeden z nich trzymał granat trzonkowy. Nazywaliśmy je ubijakami do ziemniaków.”

„Kiedy wyruszaliśmy, było nas stu osiemdziesięciu. Do celu dotarło dwudziestu jeden.”

Bibliografia: „Świadkowie. Zapomniane głosy. IWŚ.” Max Arthur.

Powrót

Michał Majewski © Wszystkie prawa zastrzeżone | Wrocław 2015